Strona Główna


<b><font color=blue>REGULAMIN</font></b> i FAQREGULAMIN i FAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  <b>Galeria</b>Galeria  DownloadDownload
Znalezionych wyników: 448
Strona Główna
Opublikował Wiadomość
  Temat: Kulisy przetargów w wojsku
RSz

Odpowiedzi: 37
Wyświetleń: 2899

PostForum: PRZEGLĄD MEDIÓW   Wysłany: Sro 16 Paź, 2013   Temat: Kulisy przetargów w wojsku
protot napisał/a:
Dlatego nie komentuję dalej ani bloga RSz, ani klakierskiego artykułu.

Sądząc po tym co Pan napisał to słuszne, że Pan "nie komentuję dalej".
  Temat: Kulisy przetargów w wojsku
RSz

Odpowiedzi: 37
Wyświetleń: 2899

PostForum: PRZEGLĄD MEDIÓW   Wysłany: Pią 11 Paź, 2013   Temat: Kulisy przetargów w wojsku
Cytat:
Pozwoli Pan też, że będę się upierał przy swoim, że nie przedstawił Pan żadnych pewników a jedynie przypuszczenia jak ten biznes wygląda za kurtyną oraz kto mógł stać za oskarżeniami o skorumpowanie Pana i gen. Skrzypczaka. Co do tej "zimnej wody" to nic nie działa tak odświeżająco jak przedstawienie dowodów i faktów.

Moja opinia, z racji doświadczenia życiowego ma przecież znaczenie. Proszę nie bagatelizowac opinii jak by nie było niegdyś urzędnika MON, który nadal, z racji także zainteresowań naukowych, obserwuje co się dzieje w wojsku i resorcie.
Natomiast do "przedstawiania pewników" są powołane rozliczne organy państwowe, które wg mnie nie wykonują właściwie swych zadań.

Pozdrawiam.
  Temat: Kulisy przetargów w wojsku
RSz

Odpowiedzi: 37
Wyświetleń: 2899

PostForum: PRZEGLĄD MEDIÓW   Wysłany: Czw 10 Paź, 2013   Temat: Lanie wody - zimnej.
FAZI 1 napisał/a:
Jak dla mnie lanie wody. Zero konkretow. Takie gdybanie i powielanie ogolnie wiadomych dzialan lobbingowych to ja tez moge przedstawic jakimkolwiek gazetom. No ale ja nie nazywam sie Szeremietiew. :gent:

Szanowni Panowie dyskutanci, nie tylko Pan "Fazi 1".
Napisałem na moim blogu 1. października br. tekst: http://szeremietiew.blog....nosek/#more-310
W następstwie zwrócił się do mnie dziennikarz z pytaniami nt. zakupów uzbrojenia. Stąd wziął się mój wywiad. Przedstawiłem obraz tego co działo sie-dzieje się w tym obszarze i jak należy temu przeciwstawiać się. Nie był to więc jakiś donos, ale próba pokazania tym, co jak sądzę chcą załatwić min. Skrzypczaka, że można ich zdemaskować. Niestety w moim przypadku nikt takich prób wyjasnienia afery nie podejmował więc musiałem przez 9 lat dowodzić, że nie jestem łapownikiem. Chciałbym, aby ominęło to Skrzypczaka. Jeżeli więc mój wywiad jest "laniem wody", to mam nadzieję, że to zimna woda.
Pozdrawiam Panów.
Szeremietiew
  Temat: Szeremietiew niewinny dopuszczenia do tajemnic asystenta
RSz

Odpowiedzi: 67
Wyświetleń: 2887

PostForum: PRZEGLĄD MEDIÓW   Wysłany: Sro 20 Cze, 2012   Temat: Szeremietiew niewinny dopuszczenia do tajemnic asystenta
klm napisał/a:
Śmieszne to trochę.

Kiedy w końcu 2000 r. dwaj oficerowie WSI poinformowali mnie, że zaczął działać zakonspirowany zespół ds. znalezienia dowodów moich niecnych uczynków zignorowałem to. Co było później nie muszę chyba Panu przypominać – po 9 latach sądy mnie uniewinniły. Kiedy więc przed rokiem z pewnego źródła otrzymałem informację, że rozważano czy by nie uciszyć mnie na zawsze sporządziłem notatkę opisując to co usłyszałem i zdeponowałem ją u zaufanej osoby z prośbą opublikowania, gdyby coś się stało. Zaskakująca śmierć gen. Petelickiego, którego b. dobrze znałem i który nie miał skłonności samobójczych skłoniła mnie, aby oświadczyć, że nie zamierzam zostać samobójcą.
Oczywiście jeśli informacja o planowanym zamachu okazałaby się równie prawdziwa jak przygotowania do prowokacji 2001 r. oświadczenie niczemu nie zapobiegnie. Zabić zawsze można, na to nie ma obrony. Jednak „po” sprawcy będą mieli troszeczkę trudniej.
Tylko tyle.
Tak na marginesie – nadal jest Pan rozbawiony?
RSz.
  Temat: Życzenia Wielkanocne
RSz

Odpowiedzi: 10
Wyświetleń: 823

PostForum: WIADOMOŚCI   Wysłany: Sob 07 Kwi, 2012   Temat: Życzenia Wielkanocne
Zwycięzca śmierci, piekła i szatana...


Wierzymy, Panie, że w czas niedaleki,
Kraj nasz o morza oprze swoje końce,
A wszystkie ludy przez wieki i wieki
Poglądać na nas będą jak na słońce.
Że Ty nad nami weźmiesz królowanie,
Wierzymy, Panie!

(Kornel Ujejski)
.....................................................
W sprawach Ojczyzny naszej
łask, wsparcia Zmartwychwstałego,
opieki nieustającej Matki Jego, Królowej Polski.

Szczęścia i pogody ducha wszystkim

życzę

Romuald Szeremietiew

Wielkanoc 2012



http://www.facebook.com/szeremietiew
  Temat: Dwa moje wywiady
RSz

Odpowiedzi: 149
Wyświetleń: 12868

PostForum: PRZEGLĄD MEDIÓW   Wysłany: Czw 03 Lut, 2011   Temat: Dwa moje wywiady
temporary_user napisał/a:
W sumie to co napisałeś, to między innymi to, co napisałem. Jakkolwiek to brzmi, to w sumie się zgadzamy. 3% PKB, to dość sporo. Jest tyle, powinno być tyle i poza ekstra wydatkami (efy, MW) więcej nie będzię.

Może właśnie te liczby nie są, jak to określiłeś, z czapy, ale wynikają z naszych możliwości finansowych? Może właśnie tyle wyliczono, że jest się w stanie uzbroić i wyszkolić, znów jak to określiłeś, wytwory naszego i regionalnego przemysłu. Może? Wtedy rzeczywiście, jak to określiłeś ;) , puste przebiegi zmniejszają nasz potencjał, bo każda złotówka poza plan oznacza niedozbrojonego żołnierza z tych 50,70,90,100 tyś.

Zasady zwykłej grzeczności wynoszone z domu wymagają, aby nieznajomego nie tykać. Zwracanie się per „ty” jest właściwe między znajomymi. Jak jest to ważne dowodzi zwyczaj przechodzenia na „ty”. Ta reguła ma też inne znaczenie: forma pan/pani ogranicza napastliwość wypowiedzi. Łatwiej „bluznąć” mówiąc komuś „ty” niż proszę pana.
Dlatego nie zdarza się nam, aby per „ty” zwracać się np. do przełożonego, czy do osoby starszej wiekiem, chyba że taki ktoś na to wyraźnie pozwoli. Nie przestrzegającego zasad dobrego wychowania określa się zwykle mianem chama. Zdaję sobie sprawę, że w „rozmowach” internetowych używa się pseudonimów (rozmówcy nie wiedzą z kim dywagują) i stosuje się powszechnie formę „ty”. Dla mnie Internet jest jednak tylko środkiem porozumiewania się. Czy używanie go do kontaktów z innym człowiekiem upoważnia do łamania zasad dobrego wychowania?
........................................................................................................
A teraz odnosząc się do meritum Pańskiej wypowiedzi. Trafił Pan na forum „wojskowe” i sam przyznaje, że nie ma wiedzy z tej dziedziny, a wypowiada się „w temacie” jedynie posługując się rozsądkiem i wnioskując z tego, co w dyskusji przeczytał. Na takiej podstawie sadzi Pan, że problematyka działań nieregularnych i proponowanego przeze mnie modelu obrony państwa jest czymś anachronicznym. Zgadza się więc Pan z moimi oponentami, o których nie wiadomo jakie mają kompetencje w tej sprawie.

1. Działania przeciw-partyzanckie na terenach zurbanizowanych stanowią istotną część współczesnych wojen. Mamy w NATO doktrynę MOUT (Military Operation on Urbanized Terrain)- „zaplanowane i przeprowadzane działania militarne w terenie, w którym obiekty zbudowane przez człowieka poważnie ograniczają swobodę taktyczną dowódców”. Termin MOUT oznacza: Operacje Wojskowe w Terenie Zurbanizowanym. Działania MOUT należą do kategorii najtrudniejszych operacji wojskowych, zarówno na szczeblu operacyjnym jak i strategicznym. Dawniej oficjalna doktryna operacyjna NATO, jak i doktryna wojenna byłego Paktu Warszawskiego zakładały, raczej omijanie kompleksów zurbanizowanych w planowanych działaniach niż uwikłanie się w długotrwałe działania, pochłaniające znaczne siły i środki. Teren zurbanizowany jest też w większości przypadków raczej sprzymierzeńcem obrońcy niż atakującego o czym przekonali się dowódcy Armii WNP podczas Operacji czeczeńskiej. Dowódca planujący działania powinien zdawać sobie sprawę z ograniczeń taktycznych, narzuconych przez ten rodzaj terenu, co do wykorzystania i efektywności posiadanych przez jego siły środków (ogólny spadek mobilności sił oraz częściowe ograniczenia w wykorzystaniu uzbrojenia). Jak widać z powyższego w NATO ćwiczymy taki rodzaj działań w roli ATAKUJACEGO. Doświadczenie uzyskane w Iraku czy Afganistanie nie bardzo przydadzą się w obronie Polski; nie będziemy napastnikom sprawdzać dokumentów i zaglądać co wiozą. W naszym przypadku my będziemy broniącym się. Chodzi więc o to, aby nasza obrona była skuteczna. I może ona taka być, jeśli zostanie wcześniej przygotowana i przećwiczona.

2. Zanim kolejni ministrowie ON zlikwidowali w Polsce OT w Akademii Obrony Narodowej działała Katedra Obrony Terytorialnej i Cywilnej. Byli tam skupieni wojskowi naukowcy, którzy zajmowali się problematyką WSPÓŁCZESNEJ, a nie historycznej OT. Kto chce może zapoznać się z dorobkiem tej placówki. Może przeczytać chociażby:
Gąsiorek K.:„Dowodzenie siłami Obrony Terytorialnej”, Warszawa 2006.
Jakubczak R.: „Obrona Terytorialna III RP – strategia, sztuka operacyjna, taktyka”, Warszawa 2003.,
Marczak J., Jakubczak R.: „Działania nieregularne w obronie Rzeczypospolitej Polskiej”. (Opracowanie studyjne, AON), Warszawa 1995.,
Marczak J., Pawłowski J.: „O obronie militarnej Polski przełomu XX-XXI wieku”, Warszawa 1995.
Ponadto siły OT są konieczne przy wykonywaniu natowskich zadań HNS. W ramach NATO funkcjonuje od 1986 r. Konferencja Dowództw Obrony Terytorialnej (NTCC), stanowiąca forum współdziałania krajów członkowskich NATO w obszarze HNS.
W listopadzie 2010 zwolennicy utworzenia OT (m.in. byli pracownicy zlikwidowanej Katedry OT) założyli „Stowarzyszenie Ruch na rzecz Obrony terytorialnej”. Polecam stronę Stowarzyszenia z ciekawym artykułem nt. OT brytyjskiej.
http://www.obronanarodowa...c=display&id=14

3. Podawane przeze mnie wartości są jak najbardziej współczesne (y-20, a nie y-10). W przypadku działań nieregularnych ilość żołnierzy jaką trzeba skierować do spacyfikowania oporu, mimo wielkiej skuteczności nowoczesnego uzbrojenia musi być duża. Dowódcy NATO w Afganistanie narzekają, że mają za mało żołnierzy. Wojna to nie tylko sprawa operacji wojennych. To także koszty jej prowadzenia.. Działania nieregularne to tania wojna. Użycie przeciwko partyzantom nowoczesnych zawodowych wojsk operacyjnych to b. drogie przedsięwzięcie. Z jednej strony KTO Rosomak + załoga, paliwo, amunicja, a z drugiej – improwizowany ładunek wybuchowy odpalany na odległość z tel. komórkowego przez dzieciaka (łączny koszt 30-50 dolarów). Efekt: jeżeli opór partyzantów będzie trwał, to nowoczesne i drogie armie trzeba będzie wycofać. Sowieci już to w Afganistanie przećwiczyli.
Oczywiście zaraz usłyszę, że Afganistan, to nie Polska. Ale już słyszałem, że Szwajcaria to nie Polska, no i Szwecja to też nie Polska, Finlandia, Norwegia, Dania (mają OT) to nie Polska. No tak, to nie Polska, ale wszędzie szkolą OT, także do działań nieregularnych, a tylko w Polsce ją zlikwidowano i słyszę, że takie wojsko jest nam niepotrzebne, a nawet przestarzałe.

4. Liczebność OT i całych sił zbrojnych czasu „P” to kwestia ustaleń w oparciu o rzetelnie ustalone potrzeby i stosownie do naszych możliwości. Przy czym najpierw trzeba wiedzieć „co” by dopiero później określać „jak” i „za ile”. W MON zaczyna się od „ile” będzie pieniędzy, następnie „jak” je wydać i dopiero na końcu „co” to ma być. Stąd te różne liczby stanów ilościowych armii. Ja sądzę, że w czasie „P” polskie wojska operacyjne, zamiast 100 tys. mogłyby liczyć 50 tys., natomiast OT 100 tys. – razem 150 tys. Tak jednak nie musi być. Rzeczywiście może być kłopot z żołnierzami do OT. Zniesiono, tj. zawieszono pobór więc młodzi mężczyźnie w znacznej części pozbawieni uczuć patriotycznych nie będą chcieli nawet na 3 miesiące iść w kamasze. Czyli pozostaje żmudna praca na rzecz ochotniczego zaciągu włączając w to takie organizacje jak „Strzelec” i współpracując z samorządami. Departament Promocji Obronności MON miałby dużo roboty. Gdyby jednak pobór odwiesić, pozostawiając ochotniczy i zawodowy charakter wojsk operacyjnych, to wtedy należałoby liczbę poborowych podzielić przez cztery (cztery 3-miesięczne tury szkoleniowe w roku) i w ten sposób ustalić liczbę OT. To jest jednak sprawa szczegółowych badań. Pewne jest, że liczby wojska nie wolno brać z sufitu.

5. Trochę Pan przesadził mówiąc, że mamy 3% PKB. Jest ustawowo 1,95% + 0,5% (na F-16), czyli łącznie 2% PKB - w ostatnich dwu latach było niestety mniej. W każdym razie sądzę na podstawie wiarygodnych danych, że w obecnych ramach budżetowych można wdrożyć proponowany przeze mnie (i nie tyko) model sił zbrojnych RP.
  Temat: Dwa moje wywiady
RSz

Odpowiedzi: 149
Wyświetleń: 12868

PostForum: PRZEGLĄD MEDIÓW   Wysłany: Sro 02 Lut, 2011   Temat: ?
SASP napisał/a:
grzecznościowo to mogę powiedzieć pan Szeremietiew. To nie są tytuly dożywotnie. Prezydent tak. Profesor nie, chyba że po habilitacji. I jesli pan Szeremietiew ma choc troche honoru to powinien porosć o zaprzestanie tytulowania w ten sposob. Ale wiem mile lechta ego. :D

Szanowny Panie,
mam stopień naukowy DOKTOR HABILITOWANY, jestem zatrudniony na stanowisku profesora nadzwyczajnego na KUL i z wyboru Rady Wydziału jestem dziekanem Zamiejscowego Wydziału Prawa KUL w Stalowej Woli. Strach pomysleć - studenci mówią do mnie "panie dziekanie".
Ale wcale nie zależy mi na tytułowaniu. Zwrcanie się po nazwisku w zupełności wystarczy. Szkoda, że swoje Pan ukrywa pod jakimś pseudonimem.
Pozdrawiam.

[ Dodano: Sro 02 Lut, 2011 ]
W nawiązaniu do wypowiedzi opornych. Napisałem wyżej tak:
Cytat:
Istnieje oczywiście obawa, że tymi partyzantami nie odstraszymy agresora. Będzie uważał, że taki opór łatwo złamie i uderzy. Skoro tak, to sytuacja będzie bez wyjścia. Jedyne co można będzie zrobić, to nie walczyć, tak jak Czesi w 1938 r. Jesli jednak to co proponuję rzeczywiści odstraszy i żadnej wojny nie będzie? Chyba warto więc spróbować? Co szkodzi, aby przygotować się do obrony tak jak proponuję - to nie będzie kosztować zbyt wiele, a stworzy potencjał uzyteczny np. w sytuacjach kryzysowych.


Podałem jak wyglądał opracowany w 1999 r. pod moim kierownictwem plan stworzenia OT. W pracach zespołu uczestniczyli ludzie rozsądni i znający zagadnienie (np. gen. Komański, płk. Marczak). Podałem jaki był harmonogram działań, planowane ilości jednostek, koszty - ponad 700 mln zł w okresie 2000-2012. Pisałem w innym miejscu, że nawet chcąc wystawić maksymalną do obrony Polski liczbę ponad 100 brygad OT trzeba by wydać w ciągu 10 lat 2,4 mld zł - rocznie 240 mln. Czyli tyle, ile MON obecnie rocznie wydaje na agencje ochrony. Byłaby OT i agencje ochrony niepotrzebne. A w odpowiedzi czytam, że koszty są ogromne. Proszę wskazać, gdzie popełniliśmy błędy ustalając koszty OT?

Podnoszone są przez niektórych z Panów zarzut o marnej jakości, a więc i przydatności żołnierzy OT. Widziałem takich żołnierzy na ćwiczeniach w Szwajcarii, Norwegii, w Szwecji i Finlandii. Chciałbym widzieć poziom wyszkolenia jaki prezentowali tamci „cywile” u naszych „zawodowców”.

Przydatność OT w sytuacjach kryzysowych też jest oczywista dla znawców problematyki. Nie znam kwalifikacji Panów wypowiadających się tak stanowczo na NIE. Obawiam się, że zgłaszana negacja nie ma zakorzenienia w wiedzy.

Zastanawiam się też, czy niektórzy z panów dyskutantów nie ulegają chęci „dokopania” komuś takiemu jak ja z racji zajmowanego niegdyś stanowiska w MON?
  Temat: Dwa moje wywiady
RSz

Odpowiedzi: 149
Wyświetleń: 12868

PostForum: PRZEGLĄD MEDIÓW   Wysłany: Sro 02 Lut, 2011   Temat: Dwa moje wywiady
maxikasek napisał/a:
RSz napisał/a:
Mieliśmy też bardzo pewnych sojuszników i plan wojny, który w sensie operacyjnym zrealizowano pomyślnie (nie dać się rozbić przed 17.09.).

Jeśli to ironia to warto kursywą ;) Bo nie zakłada Pan chyba, że już przygotowując plan Z, wiedziano o terminie wejścia ROsjan (czego sam Stalin nie był pewien nawet po wybuchu wojny). Że wogóle zakładano taki fakt. Wyjazd wicedyrektora do Moskwy 10.09 aby negocjować zakup broni za złoto (po "żarcie" Mołotowa w "Prawdzie" z 09.09). W dodatku ów słynny Plan Z- istniał głównie w głowie Rydza (jak napisał gen.Stachiewicz) i sprowadzał się głównie do "idźcie i walczcie", a po 4 tygodniach zacznie do was spływać zaopatrzenie, do tego czasu radźcie sobie tym co macie w magazynach Okręgów. Praktycznie nie istniały plany łączności i logistyczne. Przez co m.in. po dwóch tygodniach było już po wojnie, a WP przestała istnieć jako zwarta siła.

Wg umowy ofensywa francuska miała ruszyć 15-go dnia francuskiej mobilizacji, czyli w warunkach września to byłby 17 września. W dniu 16 września do gen. Stachiewicza zgłosił się gen. Faury, francuski przedstawiciel przy polskim sztabie i poinformował, że gen Gamelin rozpocznie ofensywę 20 września bowiem nie zdołano zgromadzić wystarczającej ilości ciężkiej artylerii. Francuz pytał, czy Polacy wytrzymają. Stachiewicz odparł, że tak. 17 września Stalin zaatakował. Rzeczywiście wcześniej Sowiet zakładał napaść 12 września, ale nie będąc pewnym postawy Francji wolał nie ryzykować. Być może wywiad sowiecki znał termin planowanej ofensywy na Niemcy i jej brak przyjęto w Moskwie jako sygnał, że Zachód Polskę pozostawił na łasce losu.

[ Dodano: Sro 02 Lut, 2011 ]
Robal2pl napisał/a:
RSz napisał/a:
Od dłuższego czasu podnoszę problem przygotowań do obrony kraju. Takich przygotowań, które odstraszą potencjalnego agresora. W rezultacie czego WOJNY MA NIE BYĆ, żadnej wojny, a zwłaszcza wojny partyzanckiej!
Moi szanowni oponenci twierdzą, że wojna partyzancka to katastrofa o której nawet wspominać nie należy. Niektórzy oskarżają mnie, że taką wojnę chcę toczyć.


Chodzi o to że odstraszanie groźba wojny partyzanckiej nie odstraszy ewentualnego agresora, bo będzie umiał sobie z tym problemem poradzić. Niestety.

W dodatku Wojsko Polskie w 1939 niestety ale było wręcz skazane na porażkę - niezależnie od postawy ZSRR i sojuszników. Niestety ale było armią dużą i niezbyt nasyconą techniką, w dodatku o niezbyt udanych rozwiązaniach organizacyjnych i nienajlepiej dowodzoną. Legendy o kawalerii tudzież o Łosiu Visie, armatce 37mm itd tego nie zmienią.

Wreszcie - świat wygląda zupełnie inaczej niż w 1939r.

Pozdr
Robal2pl

Powstaje jednak problem taki: nasz potencjał nadal jest słaby i gdyby co, to bez wątpienia dostaniemy w kuchnię tak jak w 1939 r.
Istnieje oczywiście obawa, że tymi partyzantami nie odstraszymy agresora. Będzie uważał, że taki opór łatwo złamie i uderzy. Skoro tak, to sytuacja będzie bez wyjścia. Jedyne co można będzie zrobić, to nie walczyć, tak jak Czesi w 1938 r. Jesli jednak to co proponuję rzeczywiści odstraszy i żadnej wojny nie będzie? Chyba warto więc spróbować? Co szkodzi, aby przygotować się do obrony tak jak proponuję - to nie będzie kosztować zbyt wiele, a stworzy potencjał uzyteczny np. w sytuacjach kryzysowych.
  Temat: Dwa moje wywiady
RSz

Odpowiedzi: 149
Wyświetleń: 12868

PostForum: PRZEGLĄD MEDIÓW   Wysłany: Sro 02 Lut, 2011   Temat: Dwa moje wywiady
Najpierw opowiadanie a propos.

Na sesji rady gminy ktoś zaproponował, żeby utworzyć ochotniczą straż pożarną. Zaraz pojawiły się głosy krytyczne. Mówiono jak straszną rzeczą jest pożar. Jakie powoduje zniszczenia. Wskazywano, że strażak ochotnik na pewno nie zdoła ugasić pożaru skoro brak mu profesjonalizmu. Raczej może akcji gaszenia zaszkodzić. Dowodzono, że w przeszłości pożary owszem były, ale wybuchły bo wywoływali je podpalacze z sąsiednich gmin. Dziś tamci podpalacze od dawna nie żyją, a ich potomstwo nie ma piromańskich skłonności. Skąd miałyby się wziąć pożary? Rozstrzygnął wójt. Powiedział, że pożaru nie będzie, a gdyby był, to przyjedzie gasić straż zawodowa z województwa.
Pomysłodawca przypominał, że kiedyś liczono na taka pomoc, ale nie dojechała. Wójt odparł, że teraz są lepsze telefony i szybsze samochody, no i gmina podpisała ze strażakami lepszą umowę. Zresztą tak naprawdę to każdy sam powinien zadbać o siebie i swój dom.
W rozmowach między radnymi pojawiły się też podejrzenia, że pomysłodawcy za bardzo podobają się akcje gaszenia pożarów. Kto wie, czy sam nie zamierza pożar wywołać i gminę spalić. Jedno było pewne – stałoby się bardzo źle, gdyby ten osobnik został wójtem.


Od dłuższego czasu podnoszę problem przygotowań do obrony kraju. Takich przygotowań, które odstraszą potencjalnego agresora. W rezultacie czego WOJNY MA NIE BYĆ, żadnej wojny, a zwłaszcza wojny partyzanckiej!
Moi szanowni oponenci twierdzą, że wojna partyzancka to katastrofa o której nawet wspominać nie należy. Niektórzy oskarżają mnie, że taką wojnę chcę toczyć.

Ustaliliście Panowie, że nikt na Polskę nie zamierza napadać i wojny nie będzie!. Tego co stało się zwłaszcza w XX wieku Polaków nigdy już nie spotka. W szczególności o żadnej napaści nie myśli nikt w Rosji.
Ale skoro tak, to po co Polsce jakaś armia? Przy wizji "bezwojennej" wydawanie dużych przecież pieniędzy na wojsko jest bezsensowne. Chyba że chodzi o zmniejszenie bezrobocia.

Czytam jednak u innych, że nie do końca można być pewnym tego braku wojny. Ale i wówczas bez obaw - wystarczy nam trochę zawodowców, aby się obronić. Na ma potrzeby jakichś poborów, rezerw i tym podobnych staroświeckich fanaberii. Do obrony wystarczy sto tysięcy odbitek dzielnego "Rambo", który nomen omen wykazał się profesjonalizmem w Afganistanie!
=============================================

Wojna jest starciem potencjałów i strategii. Wygrywa w niej ten, kto zastosuje lepszą strategię wykorzystując optymalnie posiadany potencjał. Gdyby Bóg zawsze był po stronie silniejszych batalionów (jak twierdził Fryderyk Wielki), to o zwycięstwie decydowałaby statystyka; kto ma więcej broni, ten byłby ogłaszany bez walki zwycięzcą. Tak jednak nie jest. W historii wojen mamy ogromną ilość przykładów błędów popełnionych przez dowódców i są liczne przykłady, gdy strona słabsza materialnie wygrywała.

Przed 1939 r. (prawda że w nieskończenie gorszym niż dziś położeniu geostrategicznym i jeszcze gorszym geopolitycznym) polskie elity usiłowały przygotować stosownie do zagrożeń potencjał obronny i zastosować odpowiednią strategię.
Dużo - jak na możliwości Polski - wydawano na wojsko. Założono, że w przypadku wojny z Niemcami bez wsparcia potężnego sojusznika nie damy rady. Tym sojusznikiem był Zachód (Francja i Anglia). Przyjęto koncepcję działań manewrowych opierając model armii na wojskach operacyjnych. Podpisano umowy sojusznicze i ustalono terminarz działań wspólnych. W razie ataku na Polskę jej siły miały manewrując bronić terytorium by dotrwać do dnia, gdy sojusznicy Polski będą mogli uderzyć na Niemcy. Polska armia w planowanym czasie wytrwała, nie dała się rozbić, ale zamiast ofensywy sojuszniczej na Niemcy Polacy doczekali się napaści sowieckiej na tyły własnej obrony (nóż w plecy). Okazało się, że Hitler miał lepszych sojuszników niż Polska.

Istnieje stare łacińskie powiedzenie „ Historia Magistra Vitae Est”: Historia jest nauczycielką życia. Jest też wersja pesymistyczna tego powiedzenia. Twierdzi się, że jednego czego historia uczy, to tego, iż jeszcze nikogo i niczego nie nauczyła.

Martwiła mnie przyszłość bezpieczeństwa kraju. Z dyskusji wnoszę, że nie potrzebnie martwiłem się.
  Temat: Dwa moje wywiady
RSz

Odpowiedzi: 149
Wyświetleń: 12868

PostForum: PRZEGLĄD MEDIÓW   Wysłany: Sro 02 Lut, 2011   Temat: Nowoczesna jazda wołoska.
Poprawiałem dzis prace moich studentów, co pewien czas kolejną grupkę przepytywałem i od czasu do czasu zagladałem na witrynę NFoW. Czytałem tam różne wypowiedzi w nawiązaniu do tego, co powiedziałem w moich dwu niewydarzonych wywiadach.

Już wiem, że gadałem głupio, a z moimi poglądami tkwię w zamierzchłej przyszłości, gdy tu na forumie ino nowoczesność a i pewność, że nikt nas zajmował nie będzie, bo i po co. Czy oni nie mają u siebie tego, co jest u nas? Mają! No to po co mieliby do nas przychodzić.

A nawet gdyby, to czyż nie lepiej jakoś zadbać o własny dobytek gwiżdżąc na takie bzdury jak Ojczyzna, patriotyzm, naród. Eee! Toż już lepiej przepoczwarzyć się w Czecha i może nawet najpierw się uzbroić, ale potem lepiej tej broni nie używać, bo wróg zdenerwuje się, zacznie strzelać i nawet zabić może.
Przed wojną poborowy wyznania mojżeszowego pytał komisję: a gdyby była wojna, to w nocy też trzeba będzie się bić. A kiedy usłyszał, że tak, zdziwił się - jak to, toż w ciemności można sobie oko wybić.

Z bogactwa wielu zgłoszonych w dyskusji myśli najbardziej twórcza wydaje się ta o "daniu dyla" jako formie obrony narodowej. Oczywiście dobrze byłoby wcześniej rozpoznać, że coś się szukuje, żeby dawać dyla odpowiednio wcześniej i jak najdalej – za Pireneje?.

Idea ciekawa i jako nowoczesna zapewne zyska powszechne uznanie wśród dyskutantów. Teraz trzeba by ją zapisać jakoś wyraźniej w kolejnej wersji „strategii" i gdyby co to ... no dajemy dyla. Bo czego tu niby bronić - tej biednej krainy, której przecież nikt napadać nie będzie. Nie rozumiem tylko do czego w takiej koncepcji to:
Wystarczy z pięć dywizji. Jedna pancerna, trzy zmechanizowane, i jedna lekka np powietrznodesantowa. Ale takie prawdziwe dywizje z prawdziwymi czołgami, w pełnym stanie. Z prawdziwą altylerią, prawdziwymi śmigłowcami bojowymi. I ze wsparciem prawdziwego lotnictwa. Na więcej i tak nie starczy miejsca.”
A to po co? Sienkiewiczowski Jan Zagłoba pytany, czemu jazdę wołoską nazywają lekką odpowiadał, bo lekko ucieka. W koncepcji „dawania dyla” prawdziwe dywizje będą zawadzać, i jeszcze aż pięć?
  Temat: Dwa moje wywiady
RSz

Odpowiedzi: 149
Wyświetleń: 12868

PostForum: PRZEGLĄD MEDIÓW   Wysłany: Wto 01 Lut, 2011   Temat: OT
Jeszcze fragment z mojego (przepraszam, że mój) referatu wygłoszonego na sesji naukowej poświęconej zagadnieniom obrony cywilnej i obrony terytorialnej w świetle zagrożenia powodziowego. To z ub. roku:
Cytat:
(...)
2. Prace nad koncepcją systemu obrony terytorialnej w 1998 r.

Kiedy w 1997 r. powstała Akcja Wyborcza Solidarność jako jeden z jej organizatorów stworzyłem zespół programowy ds. bezpieczeństwa narodowego, który przedstawił propozycję w zakresie obronności RP. Władze AWS propozycje zaakceptowały. Po wygranych wyborach AWS utworzyła rząd wspólnie z Unią Wolności. W umowie koalicyjnej znalazły się postanowienia „stworzenia sprawnego systemu obrony terytorialnej” oraz „rozbudowania wojsk obrony terytorialnej”.
Ministrem obrony w rządzie premiera Jerzego Buzka został polityk UW Janusz Onyszkiewicz. Piszący te słowa został sekretarzem stanu pierwszym zastępcą ministra z zadaniem zrealizowania zapisów dotyczących OT. Wkrótce okazało się, że minister nie rozumie, czym jest „obrona powszechna” i nie dostrzega potrzeby tworzenia obrony terytorialnej.

W prasie zaczęły się pojawiać artykuły wskazujące na użyteczność wojsk OT. Zbigniew Lentowicz pisał („Armia do stu milimetrów”. „Rzeczpospolita” z 03.02.1998.): „Liczne zalety obrony powszechnej, której istotną częścią są Wojska OT, nie od dziś podnosi wiceszef MON Romuald Szeremietiew. Jeśli się ma tak duże terytorium jak Polska, to nie da się poprzestać na przygotowaniu "prawdziwego wojska", za które zwykło się uważać siły operacyjne. - Do obrony musi się przygotowywać całe państwo, nie można zrezygnować z systemu szkolenia rezerw, szkolą je nawet Amerykanie czy Brytyjczycy, mimo że dysponują armiami zawodowymi - tłumaczy Szeremietiew. Jego zdaniem, gdy nie stać nas na razie na kosztowną technikę, warto skoncentrować się na przygotowaniu ludzi. Dla przeszkolonych rezerwistów w potrzebie zawsze broń się znajdzie. OT właśnie, w opinii ministra, daje szansę przygotowania ludzi do podstawowego obowiązku obrony kraju. Według koncepcji Szeremietiewa do wojsk operacyjnych trafialiby przede wszystkim ochotnicy, którzy liczą na trwalsze i dłuższe związki z armią - takie możliwości powinna stwarzać służba nadterminowa i kilkuletnie kontrakty. Wojska OT szkoliłyby pozostałą młodzież z naprawdę powszechnego poboru. Zasadą byłoby więc zniesienie odroczeń, które dziś eliminują z obronnych przygotowań większość młodych mężczyzn. W Polsce wojskowe przeszkolenie przeszło piętnaście procent obywateli, w Szwecji czy Niemczech różne formy przygotowania do obrony obejmują większą część społeczeństwa.
Romuald Szeremietiew sądzi, że zniesienie odroczeń nie musi być posunięciem bolesnym, jeśli się zaproponuje młodym ludziom służbę znacznie krótszą od dotychczasowej, a ponadto pełnioną w warunkach przyjaznych. To znaczy: na przykład w miejscu zamieszkania czy w najbliższej okolicy, z możliwością noclegów we własnym domu. - Zamiast likwidować dziś garnizony, należałoby je przekształcać w bazy OT - sugeruje wiceminister. Jego zdaniem wstępne szkolenie w koszarach mogłoby zostać skrócone do trzech miesięcy, potem w ciągu najbliższych kilku lat w dogodnych okresach rezerwiści doskonaliliby swoje umiejętności i uzupełniali wiedzę, na przykład o nowych generacjach broni. Szeremietiew, opowiadając o swej wizji obrony terytorialnej, z pasją odwołuje się do poczucia obywatelskiego obowiązku i nie waha się dotknąć struny patriotycznej.
Jednostki OT silnie zakorzenione byłyby więc we wspólnotach lokalnych. - Większą uwagę "własnym" żołnierzom poświęcałyby samorządy. Swoich synów pod sztandarami widywaliby w szyku w święta rodzice, a mieszkańców krzepiłaby pewność, że mogą liczyć na zorganizowaną pomoc w razie powodzi, awarii czy innych nadzwyczajnych zagrożeń - ma swoją wizję minister Szeremietiew.
Według jego obliczeń utrzymanie batalionu OT jest dwadzieścia - trzydzieści razy tańsze od odpowiednika w wojskach operacyjnych. Na samym szkoleniu dałoby się zaoszczędzić co najmniej trzecią część kosztów obecnych treningów w normalnej jednostce.
W armii stereotypy mają trwały żywot. Lekceważąca opinia o Wojskach Obrony Terytorialnej, która najstarszym kojarzy się z dawną armią, wojskiem od łopaty i kilofa, przylgnęła do żołnierzy OT, choć przecież niewiele dziś mają wspólnego "z ofiarną pracą na rzecz gospodarki narodowej". A że to wojsko jest tańsze w utrzymaniu? - Czasem nie trzeba angielską brzytwą kosić trawy - uśmiecha się Szeremietiew.”

Pomocnym w zabiegach o wykonanie zapisów umowy kolacyjnej okazał się ówczesny przewodniczący sejmowej komisji obrony poseł Bronisław Komorowski.
Poseł Komorowski stanowczo krytykował pomysły tworzenia armii zawodowej i podkreślał znaczenie wojsk OT dla obrony kraju.
----------------------------------
Patrz: Komorowski B. „Potrzeba teorii i sztuki organizacji sił zbrojnych” w: „Sztuka wojenna. Konteksty teoretyczne i praktyczne”, (red. M. Krauze i B. Szulc), Wyd. Adam Marszałek, Toruń 2001., ss. 21-25.
----------------------------------------
Zwołał on posiedzenie komisji, na którym jednogłośnie przyjęto „Opinię nr 4 Sejmowej Komisji Obrony Narodowej z 31.03.1998 r.” stwierdzającą, że „Obrona Terytorialna winna stanowić istotny element naszego systemu obronnego”. W następstwie stanowiska komisji minister ON w dniu 5 maja 1998 r. powołał zespół pod moim kierownictwem do opracowania koncepcji zadaniowej i strukturalno - organizacyjnej systemu Obrony Terytorialnej.

W zespole znaleźli się oficerowie kierowani przez generała Januarego Komańskiego, szefa zarządu OT w Sztabie Generalnym. Pracownicy naukowi, m.in. pułkownicy profesorowie Józef Marczak i Ryszard Jakubczak, z Katedry Obrony Terytorialnej i Cywilnej Akademii Obrony Narodowej. Ponadto specjaliści i eksperci spoza MON. Zespół wykonał szereg ekspertyz i opracowań studyjnych. Odbyły się dyskusje i uzgodnienia z przedstawicielami Urzędu Obrony Cywilnej Kraju oraz komend głównych Policji, Straży Pożarnej i Straży Granicznej. W sierpniu po wstępnej akceptacji przez szefa SG WP zespół przedstawił ministrowi obrony do podpisu „Koncepcję systemu obrony terytorialnej”.
----------------------------------
Opis „Koncepcji” na podstawie zachowanych notatek sporządzonych przez autora w trakcie prac nad dokumentem.
-----------------------------------------
3. Zasadnicze ustalenia planowanego systemu OT.

Na początku 2000 r. w imieniu ministra ON zaprezentowałem zatwierdzony dokument parlamentarnym komisjom obrony dołączając do niej propozycje zmian legislacyjnych w ustawie o powszechnym obowiązku obrony. Propozycjach zapisów warto zwrócić uwagę na propozycje dotyczące unormowań dotyczących obszarów współpracy z administracją terenową. (Patrz załącznik).

W przyjętej „Koncepcji” wiele miejsca w zadaniach wojsk OT zawarowano dla współuczestniczenia w działaniach ratowniczo-ochronnych i humanitarnych oraz powiązaniom z samorządami i miejscową społecznością. Obok zasadniczej obronnej funkcji Obrona Terytorialna miała wykonywać funkcję „koordynacyjną” (działań militarnych i niemilitarnych), „ratunkowo-ochronną i humanitarną” oraz funkcję „narodowo – państwowo – społeczno twórczą”. Ta ostatnia miała się wrażać „w stałym uczestnictwie OT w życiu społeczności lokalnej, służbie wojskowej obywateli w OT, współpracy z administracją, organizacjami i stowarzyszeniami społecznymi oraz współudziale w działaniach ratowniczo – ochronnych i humanitarnych tworząc niezwykle cenne wartości i więzy o charakterze narodowo – państwowym mobilizujące miejscowe społeczności do realizacji wspólnych celów”.

Plan zakładał realizację koncepcji w czterech etapach; od końca 1999 r. do 2012.

W etapie pierwszym do końca 1999 r. zakładano:
- Przeformowanie dwu brygad wojsk operacyjnych na OT (łącznie byłoby wtedy pięć brygad).
- Utworzenie Inspektoratu Obrony Terytorialnej na szczeblu centralnym i dowództw OT na poziomie wojewódzkim, powiatowym i gminnym.
- Weryfikację zasad organizacji i funkcjonowania systemów ochrony i obrony obiektów oraz kierowania ruchem wojsk w czasie pokoju i wojny przy uwzględnieniu standardów NATO.
- Określenie potrzeb dla wojsk OT w zakresie infrastruktury wojskowej, wyposażenia oraz uzbrojenia i sprzętu wojskowego pochodzącego głównie z restrukturyzowanych lub rozwiązywanych jednostek wojsk operacyjnych.
- Przystosowanie ośrodków szkolenia, w tym AON i szkół oficerskich do podjecie szkolenia z zakresu OT i pozyskiwanie kadry zawodowej z restrukturyzowanych instytucji i jednostek wojskowych na potrzeby OT.
- Przygotowanie programów szkolenia dla potrzeb krótkoterminowej zasadniczej służby wojskowej w OT (przewidywano 3 miesięczną służbę).
- Przygotowanie systemu OT do realizacji natowskich zadań „państwa – gospodarza” (HNS).
Na zakończenie tego etapu liczebność wojsk OT miała osiągnąć 2500 z możliwością rozwinięcia mobilizacyjnego na czas „W” do 45 tys. żołnierzy.

W etapie drugim, który miał trwać do końca 2001 r. zakładano intensywne formowanie jednostek OT ogólnego przeznaczenia w Wojskach Lądowych i zgrywanie dowództw obrony terytorialnej z nowo tworzonymi w ramach reformy administracji strukturami samorządowymi i terenowymi organami administracji rządowej. Ponadto zamierzano sformować:
- kolejne cztery brygady oraz trzynaście samodzielnych batalionów OT, w tym osiem na tzw. ścianie wschodniej;
- pododdziały ratownicze i opracować zasady ich użycia;
- pododdziały dowodzenia dla dowództw OT szczebla wojewódzkiego.
W tym etapie terytorialne organy dowodzenia OT miały osiągnąć gotowość do kierowania działaniami jednostek wojskowych w działaniach ratowniczych.
--------------------------------------------
Na koniec etapu stan wojsk OT miał osiągnąć 8300 ludzi z możliwością osiągnięcia stanu 63 tys. żołnierzy na wypadek wojny. Tym samy wojska OT osiągnęłyby stan, który wojska obrony terytorialnej (Obrona Narodowa) osiągnęły w połowie 1939 r. tuż przed wybuchem II wojny światowej.
-------------------------------------------------

Kolejny trzeci etap miał trwać do końca 2003 r. Planowano w tym czasie rozpocząć proces tworzenia jednostek OT w pozostałych rodzajach sił zbrojnych (Siły Powietrzne, Marynarka Wojenna) oraz kontynuować tworzenie OT w Wojskach Lądowych. Przewidywano weryfikację przyjętych założeń w zakresie tworzenia i funkcjonowania systemu OT i zamierzano:
- rozpocząć formowanie dwudziestu czterech batalionów i trzech kompanii ochrony obiektów dla Sił Powietrznych;
- powołać siedemnaście grup organizacyjno-przygotowawczych dla jednostek OT i sformować dwa dywizjony obrony terytorialnej w Marynarce Wojennej;
- sformować kolejne trzy brygady i pięć batalionów OT w Wojskach Lądowych i doskonalić systemy dowodzenia w zakresie współdziałania z wojskami operacyjnymi i ogniwami poza-militarnymi.
Na koniec etapu liczebność wojsk OT osiągnęłaby 9300 ludzi i możliwość rozwinięcia do 72 tys. żołnierzy na czas „W”.

Etap ostatni, czwarty, przewidywał działania doskonalące system OT i miał trwać do 2012 r. W tym czasie miały powstawać zgodnie z przyjętym harmonogramem kolejne jednostki wojsk OT.
System uzyskałby pełną zdolność działania do realizacji zadań HNS. Doskonalono by system dowodzenia, struktury organizacyjne oraz zasady użycia sił OT zwłaszcza jednostek typu ratowniczego. Miało też być dokonane pełne zgranie wojsk OT z wojskami operacyjnymi oraz poza-militarnymi ogniwami obronnymi w wykonywaniu zadań wynikających z strategicznej koncepcji obrony kraju.
Liczebność wojsk OT miała osiągnąć około 10 tys. żołnierzy z możliwością rozwinięcia do 120 tys. w razie wystąpienia stanów kryzysowych i wojny.

Istotną częścią „Koncepcji” była kalkulacja kosztów utworzenia i funkcjonowania systemu OT. Struktura wydatków wyglądała następująco:
a) roczne funkcjonowanie organów kierowania i dowodzenia obroną terytorialną ok. 258 mln zł;
b) formowanie nowych jednostek OT w etapie:
- I do końca 1999 r. – ok. 51 mln zł;
- II – lata 2000-2001 – ponad 164 mln zł;
- III – lata 2002-2003 – ponad 77 mln zł;
- IV – lata 2004-2012 – ponad 417 mln zł.
c) szkolenie wojsk OT wraz z żołnierzami rezerwy docelowo rocznie około 900 mln zł;
d) utrzymanie roczne jednostek OT (od 2012) około 376 mln zł;
e) ponadto utrzymanie wart w jednostkach wojskowych (jako zadanie dla OT) w skali roku 225 mln zł.
Udział wydatków na obronę terytorialną w całokształcie budżetu MON kształtowałby się na poziomie 4,9% w 1999 r. do 5,2% w 2012 r.
Za kwotę około 710 mln miał powstać system obrony terytorialnej posiadający w skadrowanych jednostkach 10 tys. żołnierzy i zdolny w razie zagrożenia osiągnąć liczbę 120 tys. ludzi. Bazą miało być 11 skadrowanych brygad OT, 8 batalionów inżynieryjnych oraz 81 batalionów i 44 kompanii różnych specjalizacji. Czas służby w OT miał trwać 3 miesiące - w tym czasie w wojskach operacyjnych 12 miesięcy. Żołnierz OT po odbyciu służby w czasie 10 lat mógł być powołany ponownie, jednak łączny czas powołań nie mógł przekroczyć 12 miesięcy. Przewidywaliśmy, że poborowy do odbycia służby w OT będzie powoływany za zgodą wyrażoną przez niego na piśmie.

4. Okoliczności uniemożliwiające wykonanie zadania.

Mimo zatwierdzenia „Koncepcji” przez ministra jej realizacja napotykała na liczne opóźnienia i przeszkody. Minister Onyszkiewicz nie przejawiał zainteresowania planem i stosownie do tego zachowywali się wyżsi oficerowie ze sztabów i dowództw sił zbrojnych. Nie udało się uruchomić planowanych dowództw OT, chociaż zdołano sformować kolejne brygady obrony terytorialnej.

W połowie czerwca 2000 r. rozpadła się koalicja rządowa AWS z Unią Wolności i Onyszkiewicz odszedł z MON. Na jego miejsce premier Buzek minował Bronisława Komorowskiego. Nowy minister początkowo deklarował chęć zrealizowania „Koncepcji” tworzenia OT. Zaawansowane były prace nad powołaniem Inspektorat Wsparcia Sił Zbrojnych, który miał kierować obroną terytorialną. Jednak złe relacje między ministrem a jego pierwszym zastępcą sprawiały, że tworzenie „wojska Szeremietiewa”, jak nazywano jednostki OT, utknęło w miejscu.

W lipcu 2001 r. w mediach wybuchła afera korupcyjna w MON i na wniosek ministra ON premier Buzek odwołał mnie ze stanowiska. To oznaczało w praktyce odstąpienie MON do programu tworzenia systemu obrony terytorialnej. Powstało wprawdzie siedem brygad OT, ale zaczęto coraz głośniej mówić, że obrona terytorialna nie jest Polsce potrzebna, a nawet, że rozwijanie sił OT jest sprzeczne z doktryną NATO (sic!). Coraz głośniej mówiono, że OT należy zlikwidować. Dr Grzegorz Kwaśniak z Akademii Obrony Narodowej pisał: „Idea wojsk Obrony Terytorialnej w znaczeniu tworzenia formacji ochotniczej (podobnej do tej, która jest w Wielkiej Brytanii czy w Stanach Zjednoczonych) upadła wraz z odejściem z MON-u wiceministra Romualda Szeremietiewa. A te jednostki OT, które obecnie wchodzą w skład Wojska Polskiego niczym nie przypominają Obrony Terytorialnej, jaka istnieje np. w Szwajcarii czy Szwecji (gdzie istnieje pobór a 99% męskiej populacji odbywa przeszkolenie wojskowe, oczywiście w zupełnie innej formie niż w WP). Co więcej jednostki te mają być powoli rozwiązywane.”

Proces likwidacji jednostek OT rozpoczął Jerzy Szmajdziński, minister ON w rządzie premiera Leszka Millera. 30 wrześniu 2003 r. rozwiązał 23. Śląską Brygadę OT. Oficjalnym powodem tej decyzji był niski poziom dyscypliny w jednostce. Brygadę przekształcono w batalion Obrony Terytorialnej, który rok później rozformowano tworząc na jego bazie oddział specjalny żandarmerii. Kolejną, 2. Mińsko-Mazwiecka Brygadę Obrony Terytorialnej im. gen. dyw. F. Kleeberga zlikwidował Radosław Sikorski, minister obrony w rządzie premiera Jarosława Kaczyńskiego. Także na bazie tej brygady został utworzony kolejny oddział specjalny żandarmerii. Następnie kolejni ministrowie przekształcali w bataliony obrony terytorialnej: 1. Gdańską Brygadę Obrony Terytorialnej im. gen. Józefa Wybickiego, 22. Karpacką Brygadę Piechoty Górskiej Obrony Terytorialnej, 18. Brygadę Obrony Terytorialnej im. Marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego i 14. Brygadę Obrony Terytorialnej Ziemi Przemyskiej im. Hetmana Polnego Koronnego Jerzego Sebastiana Lubomirskiego. W przypadku 14. Brygady jej żołnierze już w pierwszym roku istnienia jednostki brali bezpośredni udział w ratowaniu ludności cywilnej, kiedy na Podkarpaciu pod wodą znalazły się tysiące hektarów użytków rolnych, zniszczeniu uległo kilkaset kilometrów dróg i setki budynków. Brygada regularnie brała też udział w kierowanych przez wojewodę podkarpackiego wspólnych ćwiczeniach z Policją Państwową i Państwową Strażą Pożarną,.

5. Likwidacja wojsk obrony terytorialnej.

Objęcie urzędu ministra obrony przez Bogdana Klicha w listopadzie 2007 r. zapoczątkowało proces całkowitej likwidacji wojsk obrony terytorialnej. W lipcu 2008 r. wszystkie istniejące dotąd bataliony OT zostały przeformowane w zmechanizowane. I tak 1 Batalion OT (dawna 1. Gdańską Brygadę Obrony Terytorialnej) 1 lipca 2008, rozkazem dowódcy Wojsk Lądowych, został przekształcony w 1 batalion zmechanizowany, który włączono w skład 7 Pomorskiej Brygady Obrony Wybrzeża. Także 1 lipca 2008 r. 14 batalion OT (była 14. Brygada Obrony Terytorialnej) włączono w skład 21 Brygady Strzelców Podhalańskich jako 14 batalion zmechanizowany. Następnie 22 batalion piechoty górskiej Obrony Terytorialnej (była 22. Karpacka Brygada Piechoty Górskiej OT) z dniem 1 lipca 2008 r. został podporządkowany 21 Brygadzie Strzelców Podhalańskich zamieniając na zwę na 22 batalion piechoty górskiej. Rozformowano 18 batalion OT (18. Brygada Obrony Terytorialnej) tworząc na jego bazie 1 lipca 2009 r. 18 pułk rozpoznawczy. Zakończyła istnienie wybijająca się 3. Zamojska Brygada OT. W styczniu 2008 r. brygadę przeformowano w batalion OT, a 1 lipca 2008 r. włączono do 3 Brygady Zmechanizowanej w Lublinie z jednoczesnym przekształceniem w 3 batalion zmechanizowany. W ten sposób wojska obrony terytorialnej zostały całkowicie zlikwidowane.
(...)
I to by było tyle. Tekst jest znacznie dłuższy i z tzw. aparatem naukowym. Materiały pokonferencyjne ukażą się w formie ksiązki.
  Temat: Dwa moje wywiady
RSz

Odpowiedzi: 149
Wyświetleń: 12868

PostForum: PRZEGLĄD MEDIÓW   Wysłany: Wto 01 Lut, 2011   Temat: Dwa moje wywiady
Robal2pl napisał/a:
Cytat:
W moich obliczeniach brałem średnią, poza wojskiem frontowym, które czasowo przebywało na ziemiach polskich. To co Pan podnosi to są jednak szczegóły nie podważające mojego pogląd


Tak, ale nie każdy stale przebywający w GG czy na ziemiach wcielonych do Rzeszy Niemiec był zaangażowany w walkę z podziemiem czy nadzór administracyjny - siły policji i SS nigdy nie przekroczyły 100 tysięcy.

RSz napisał/a:
Ponadto proszę pamiętać, że skuteczność naszej walki nie mogła być optymalna skoro polskie podziemie w stosunku do okupanta było marnie uzbrojone; przed wrześniem 39 nikt w Polsce nie myślał o przygotowaniu broni dla przyszłej partyzantki i np w Powstaniu Warszawskim, broń miało 10% zmobilizowanych do walki. A mimo to bój z armią niemiecką, uzbrojoną w czołgi, artylerię, samoloty trwał 63 dni!


Tak, ale proszę pamiętać że Powstanie tlumiły siły wydzielone - tylko część stanowiły siły regularne, a samolotow było bodaj kilka. Poza tym 63 dni walk zasadniczo nic nie zmieniły w sytuacji ani militarnej ani politycznej, niestety.
Szwajcaria to inny przypadek, wystarczy spojrzeć na mapę. Także gospodarczą (brak surowców, teren trudno dostępny, położona wbrew pozorom na uboczu - można ją ominąć).
I nie, ja przynajmniej nie opowiadam się za "bezbronnością" jaką Pan imputuje interlokutorom. Po prostu uważam że większą wartość ma armia regularna, wysoce utechniczniona.

Pozdr
Robal2pl

Pomijając wątek Niemców walczacych lub nie z polskim podziemiem to moim zdaniem nie docenia Pan roli Powstania Warszawskiego w wymiarze strategicznym. Pisałem na ten temat
http://szeremietiew.blox....o-Warszawy.html

A co do armii regularnej tj. wojsk operacyjnych (OT też jest regularna) one są b. potrzebne i powinny być zawodowe, stosunkowo nieliczne, ale b. nowocześnie uzbrojone. Toż wspominam o tym w moim tekscie nt. modelu sił zbrojnych.

Proszę jednak pamiętać, że wojska operacyjne przegrywają przy przewadze wroga jak 3 do 1. Dlatego uważam, że taka armia, b. przydatna w warunkach pokojowych (misje) nie nadaje się do obrony kraju w razie wojny. Stąd OT - masowa, skadrowana, rozwijana w razie kryzysu, a nie tylko wojny. Żołnierz po przeszkoleniu (2-3 miesiące) w miejscu zamieszkania ma domu bronić, ratować przed powodzia, etc. w ramach lokalnej jednostki OT.

[ Dodano: Wto 01 Lut, 2011 ]
Baldigozz napisał/a:
RSz napisał/a:
Widzę, że nie wie Pan co to są "dywizje przeliczeniowe". Proszę wziąć średni stan sił Niemców na terenie okupowanej RP - wojskowych, policyjnych oraz męską cześć aparatu administracyjnego (średnio 450 tys., okresowo było nawet ponad milion), podzielić przez ilość ludzi tzw. dywizji PRZELICZENIOWEJ, czyli +/- 15 tys. ludzi i będzie 30.

Wyjaśniam, "dywizje przeliczeniowe" mówią tylko o potencjale ludzkim, jednak nie ulega wątpliwości, że gdyby nie okupacja Polski, to "przeliczeniowe" stałby się dywizjami rzeczywistymi. Niemcy musieli pilnować Polaków i nie mogli tego zrobić.

Bardzo dziwne te przeliczenia. Biorąc pod uwagę, że w GG łączna liczba członków różnych sił bezpieczeństwa wynosiła ok. 40 tys. ludzi. Wliczanie aparatu administracyjnego do nadzoru nad krnąbnymi Polakami jest kuriozalne. To czy Polacy mieli ruch oporu czy nie, to ten aparat Niemcy stworzyć na terenach okupowanych musieli. Chętnie poznam statystyki jaką jego część stanowili młodzi mężczyźni w wieku poborowym. Równie dobrze można chwalić niemiecki przemysł, że brał udział w walce z hitlerowcami, bo odciągał znaczącą ilość mężczyzn zdolnych do walki od frontu.
Na teren GG Wehrmacht przysyłał swoje jednostki z frontu, aby odpoczęły, szkoliły się i przezbrajały. W sumie dywizję, która przyjechała z frontu do GG odtworzyć stan po ciężkich walkach można wliczać jako opresję przeciw dzielnym polskim partyzantom...

RSz napisał/a:
A mimo to bój z armią niemiecką, uzbrojoną w czołgi, artylerię, samoloty trwał 63 dni!.

Bój to trwał 2-3 tygodnie, a na dobrą sprawę, to nawet na pocżątku, kiedy Niemcy nie mieli w Warszawie żadnych porządnych oddziałów nie udało się osiągnąć powstańcom zakładanych celów. Kiedy do akcji przystąpił Wehrmacht, to nie był już bój ale dożynki.
Przyznam szczerze, że imponuje mi czeskie podejście do tego tematu. Przed II wś zbudowali o wiele nowocześniejszą armię niż Polska. Mieli lepszy przemysł zbrojeniowy. Kiedy jednak uznali, że opór jest bezcelowy nie walczyli. Ja rozumiem, że my Polacy martyrologię narodową kochamy ale stan i majętność Polski i Czech w ostatnich 100 latach wyraźnie mówi czyje podejście jest słuszne.

Chciałby Pan zostać Czechem? Nic łatwiejszego. Teraz wystarczy przenieść się do Prahy, czy Brna i po kłopocie. Tylko proszę bardzo mnie na Czecha nie przemieniać. Jednak wolę być Polakiem.
Łomonosow, gdy caryca Katarzyna chcąc go nagrodzić zapytała czego pragnie odparł: Barynia, ty mnie Giermańcom zdiełaj.
ps. A czemu Pan okupowaną Polskę zredukował do rozmiarów GG. Pan też uważa, że Erika Stinbach i jej tatuś z Luftwaffe zostali wypędzenie przez Polaków z "niemieckiej" Rumii.
  Temat: Dwa moje wywiady
RSz

Odpowiedzi: 149
Wyświetleń: 12868

PostForum: PRZEGLĄD MEDIÓW   Wysłany: Wto 01 Lut, 2011   Temat: Dwa moje wywiady
dranio napisał/a:
Podobnie jak przedmówcy, obawiam się, że działania partyzanckie w przypadku okupacji spowodują tylko niepotrzebne straty wśród ludności cywilnej. A trzeba mieć świadomość, że partyzantów (z reguły dysponujących gorszym sprzętem i bez rozbudowanych systemów rozpoznawczych) można stosunkowo łatwo odciąć od zaopatrzenia, co w kilku przypadkach udało się Niemcom (chociażby w lecie 1944 r. w Puszczy Solskiej).
Nie wyobrażam sobie działań partyzanckich na polskich nizinach (Wielkopolska, Mazowsze, czy Pomorze). Próba walki w mieście skończy się obróceniem go w ruiny (jak Grozny, czy inne miasta Czeczenii) przy olbrzymich stratach wśród ludności.
A działania nękające typu wysadzony jakiś transporter, czy zabitych kilku żołnierzy okupanta skończyłyby się po egzekucji losowo wybranych spośród okolicznych mieszkańców.
Uważam, że każdy cywilny obywatel naszego kraju, który posiada rodzinę i jakiś majątek, przede wszystkim próbowałby je ocalić zamiast strzelać do przeciwnika.

dranio

Sądzi Pan, że w razie agresji i... przy braku wcześniejszych przygotowań do działań nieregularnych, to partyzantki nie będzie? Czy sugeruje Pan całkowitą kapitulację i podporządkowanie się okupantom, bo będą zabijać?

Jaki niby wybór mieli Polacy po klęsce września 39?

Ja twierdzę, że wcześniejsze przygotowanie do masowego oporu możliwie dużej grupy ludzi odstraszy agresora i do napaści na nas nie dojdzie (taki model w swojej historii przećwiczyła Szwajcaria). A panowie ciągle, że ta partyzantka to straszna rzecz, no bo okupant będzie zabijał więc lepiej schować się w mysiej dziurce. Postawa proponowana przez panów: braku wcześniejszych przygotowań i w konsekwencji stanu bezbronności (te 100 tys. Rambo min. Klicha Polski nie obroni) sprowokuje agresora. I w konsekwencji po klęsce wojsk regularnych będzie partyzantka jako stan przymusowy i rozwiązanie rozpaczliwe. Nie widzi Pan tego?

W XVIII w. poprzednicy takich jak Pan mówili, że Polska jest bezpieczna bo jest bezbronna (w pułkach kawaleryjskich było po jednym koniu). Skoro nikomu nie zagraża, to ci inni też zostawią nas w spokoju.

[ Dodano: Wto 01 Lut, 2011 ]
Robal2pl napisał/a:
Mimo wszystko - czy owa liczba uwzględnia tylko personel zaangażowany w okupację? Nie każdy Niemiec w GG zajmował się zadaniami okupacyjnymi.
Siły niemieckie w czerwcu 1941 na terenie GG były liczne - ale jaki ich procent to były wojska okupacyjne? To samo w 1944...
Teraz należaloby jeszcze określić ilu z tych okupantów nadawaloby się do służby wojskowej, ilu z nich można by do służby frontowej wcielić, dla ilu znalazłyby się środki walki - w GG poza Powstaniem Warszawskim nie używano artylerii, czołgów czy lotnictwa do walki z podziemiem.

W moich obliczeniach brałem średnią, poza wojskiem frontowym, które czasowo przebywało na ziemiach polskich. To co Pan podnosi to są jednak szczegóły nie podważające mojego poglądu. Ponadto proszę pamiętać, że skuteczność naszej walki nie mogła być optymalna skoro polskie podziemie w stosunku do okupanta było marnie uzbrojone; przed wrześniem 39 nikt w Polsce nie myślał o przygotowaniu broni dla przyszłej partyzantki i np w Powstaniu Warszawskim, broń miało 10% zmobilizowanych do walki. A mimo to bój z armią niemiecką, uzbrojoną w czołgi, artylerię, samoloty trwał 63 dni!

[ Dodano: Wto 01 Lut, 2011 ]
maxikasek napisał/a:
Cytat:
"A jeśli spojrzymy na sylwetkę samolotu przed katastrofą i obejrzymy to, co z niego zostało, to widać, że brakuje jakieś dwie trzecie kadłuba. Co się z tym stało? Wyparowało? Mamy dużo pytań. Nawet za dużo."

Z wywiadu z profesorem Andrzejem Buko, który kierował praca polskich archeologów:

Cytat:
- Mamy jeszcze tam wrak samolotu, na który składa się to, co widzieliśmy w mediach, czyli ta rozłożona na płycie lotniska część samolotu - mówił profesor.

Jak zdradził podczas rozmowy z Dorotą Truszczak - druga część samolotu znajduje się w trzech dużych, osobnych magazynach znajdujących się na tym samym lotnisku.

- Te największe leżą na płycie lotniska. To, co było w środku samolotu, siedzenia, poszycia, części kadłuba, mechanizmy znajdują się magazynach i podzielone są na trzy części: duże, średnie i małe - wyjaśniał archeolog.

Zdaniem profesora Buko, w magazynach znajduje się około dwóch trzecich samolotu, jedna trzecia wciąż znajduje się na terenie, na którym doszło do katastrofy.

http://www.polskieradio.p...-prawdy-o-Tu154
CIeszę się panie ministrze, że mogłem rozwiązać jeden z nurtujących pana problemów :roll: Mam nadzieję tylko, że w ministerstwie łatwiej było...

Rzeczywiscie ucieszył mnie Pan, że Zdaniem profesora Buko mamy u "przyjaciół Moskali" taką świetną przechowalnie dla naszego rozbitego Tu-154. Na moim Podlasiu mawiano: Jak w ruskim banku, nie propadziot i nie pałuczysz.
  Temat: Dwa moje wywiady
RSz

Odpowiedzi: 149
Wyświetleń: 12868

PostForum: PRZEGLĄD MEDIÓW   Wysłany: Wto 01 Lut, 2011   Temat: Dwa moje wywiady
Baldigozz napisał/a:
RSz napisał/a:
Wg obliczeń polskie podziemie wiązało liczbę Niemców i ich sojuszników na ok 30 dywizji przeliczeniowych.

To ja poproszę o źródło i najlepiej jakiś spis tych dywizji dających razem pół miliona ludzi.

Widzę, że nie wie Pan co to są "dywizje przeliczeniowe". Proszę wziąć średni stan sił Niemców na terenie okupowanej RP - wojskowych, policyjnych oraz męską cześć aparatu administracyjnego (średnio 450 tys., okresowo było nawet ponad milion), podzielić przez ilość ludzi tzw. dywizji PRZELICZENIOWEJ, czyli +/- 15 tys. ludzi i będzie 30.

Wyjaśniam, "dywizje przeliczeniowe" mówią tylko o potencjale ludzkim, jednak nie ulega wątpliwości, że gdyby nie okupacja Polski, to "przeliczeniowe" stałby się dywizjami rzeczywistymi. Niemcy musieli pilnować Polaków i nie mogli tego zrobić.

[ Dodano: Wto 01 Lut, 2011 ]
MDS napisał/a:
A uprzejmie przepraszam - jaki jest temat tego wątku?
I samo wejście typu- polecam wywiady z samym sobą... to może lepiej jakiś blog założyć?

Najuprzejmiej zapraszam: http://szeremietiew.blox.pl/html
  Temat: Dwa moje wywiady
RSz

Odpowiedzi: 149
Wyświetleń: 12868

PostForum: PRZEGLĄD MEDIÓW   Wysłany: Wto 01 Lut, 2011   Temat: Dwa moje wywiady
Baldigozz napisał/a:
A cóż takiego to wojsko podziemne naszkodziło okupantowi? W żaden realny sposób nie zaszkodziło wysiłkowi wojennemu Niemiec, ot trochę nauprzykrzało mu codziennego życia - normalna rzecz, którą każda okupująca strona musi wziąć pod uwagę.
Co daje obrona miasta przez siły nieregularne wobec zdeterminowanego przeciwnika świadczą przykłady Bagdadu 2003 i bitwy o Faludżę. Konkretnie w najlepszym przypadku NIC, a w gorszym NIC plus zrujnowane miasto. Jednych gierojów od walk miejskich już zaliczyliśmy w Warszawie 1944 i podziękował. Najlepsze jest w tym pomyśle to, że my nasze skąpe siły "nieregularne" rozproszylibyśmy na obronę wielu ośrodków miejskich, a przeciwnik mógłby, co najbardziej prawdopodobne, po prostu je omijać, ograniczając się do izolacji. Ile wytrzymała by ta wspaniała obrona miast bez jedzenia? Nasz potencjalny przeciwnik dobrze zaś wie, że jeśli miasto trzeba już zdobyć, to albo umie się to robić jak Amerykanie albo po prostu koncentruje się wokół miasta odpowienio duże zapasy amunicji artyleryjsko-rakietowej i bomb do samolotów...

Wg obliczeń polskie podziemie wiązało liczbę Niemców i ich sojuszników na ok 30 dywizji przeliczeniowych. Jeżeli słyszymy jakieś narzekania dowdców natowskich z Afganistanu to na to, że maja za mało żołnierzy. Sytuacja w Iraku - ciągle się gotuje. Czeczenia i rejony muzułmańskie - ostatnio zamach na lotnisku w Moskwie, a na codzień w rejonie południowym ciągle giną ludzie. itp. itd. Jeszcze raz podkreślam - będziemy nieprzygotowani do obrony, okupują nas i trzeba będzie toczyć walke w podziemiu. Będziemy przygotowani, wiarygodnie odstraszymy, wojny nie tylko partyznackiej, ale ŻADNEJ NIE BĘDZIE.
 
Strona 1 z 30
Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Patronat prawny Forum
EGIDA - Kancelaria Radcy Prawnego Robert KŁOSIŃSKI