Strona Główna


<b><font color=blue>REGULAMIN</font></b> i FAQREGULAMIN i FAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  <b>Galeria</b>Galeria  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Zamknięty przez: MK-J
Sro 25 Sty, 2012
Katastrofa pod Smoleńskiem
Opublikował Wiadomość
Unkas 
6


Dołączył: 04 Maj 2006
Posty: 1238
Skąd: Polska
Wysłany: Wto 02 Lis, 2010   

Może trochę z innej beczki, tylko pośrednio związanej z tą katastrofą:
Jest możliwe aby podczas zrywania linii energetycznej, prąd właśnie z tej linii spowodował jakieś poważne problemy w samolocie - czy jest to sytuacja raczej podobna do wyładowania atmosferycznego?
 
 
Knox 
2


Dołączył: 28 Paź 2010
Posty: 54
Skąd: WWA
Wysłany: Wto 02 Lis, 2010   

Kolego ero03 no tak pod warunkiem, że tel w marynarce, jest klapka i zapisany numer. Większość ludzi których znam nie ma pozapisywanych numerów bliskich pod klawiszami szybkiego wybierania. Odpaliłem dziś stoper i nie takie to hop siup, tym bardziej w tak stresującej sytuacji, aczkolwiek nie ma dywagować.

Może kiedyś się dowiemy ile telefonów zostało włączonych, zalogowało si do sieci i o której godzinie...

Martwi mnie koledzy, że zaraz konfidenta ze mnie robicie jakieś własne doświadczenia?... Te donosy wam pozostawiam bez komentarza :viktoria:
 
 
Baldigozz 
7



Dołączył: 07 Maj 2006
Posty: 2041
Skąd: Polska
Wysłany: Wto 02 Lis, 2010   

O proszę, widzę, że to jakaś nowinka techniczna przypisać żonie numer szybkiego wybierania...
 
 
Knox 
2


Dołączył: 28 Paź 2010
Posty: 54
Skąd: WWA
Wysłany: Sro 03 Lis, 2010   

Nigdzie nie napisałem, że to coś nowoczesnego ani trudnego, tyle, że nie znam nikogo kto by miał pozapisywane numery na szybkim wybieraniu i tyle.

[ Dodano: Sro 03 Lis, 2010 ]
Ale dobra niech będzie mało kto miał pasy zapięte, dużo komórek włączonych, na luzie przed lądowaniem większość robiła telekonferencje.

EOT
 
 
puchatek 
7



Pomógł: 7 razy
Dołączył: 17 Lip 2007
Posty: 2900
Skąd: Stumilowy Las
Wysłany: Sro 03 Lis, 2010   

A leciałeś samolotem z przedstawicielami establishmentu? I dasz sobie głowe odciąć za ich przestrzeganie zasad i norm? To po co drążysz ten wątek?
_________________
Tolerancja dla wszystkich! Za wyjątkiem wrogów tolerancji!
 
 
Boba Fett 
Banita
Bounty Hunter


Pomógł: 3 razy
Dołączył: 18 Lut 2007
Posty: 1050
Skąd: Kamino
Wysłany: Sro 03 Lis, 2010   

Knox napisał/a:
Kolego ero03 no tak pod warunkiem, że tel w marynarce, jest klapka i zapisany numer. Większość ludzi których znam nie ma pozapisywanych numerów bliskich pod klawiszami szybkiego wybierania. Odpaliłem dziś stoper i nie takie to hop siup, tym bardziej w tak stresującej sytuacji, aczkolwiek nie ma dywagować.

Leć do prokuratury - jesteś chyba blisko dojścia do przyczyn katastrofy.

A tak na marginesie - to, że Ty nie masz przypisanych klawiszy szybkiego wybierania lub nie mają ich Twoi znajomi nie oznacza, że wszyscy tak mają.
"Problemy", które podnosisz w tym wątku - gdyby nie były tak żenujące - byłyby śmieszne. Więc po prostu sobie odpuść.
_________________
What if he doesn't survive? He's worth a lot to me.
 
 
ajzik 
Banita


Pomógł: 2 razy
Dołączył: 29 Kwi 2008
Posty: 3557
Skąd: Polska
Wysłany: Sro 03 Lis, 2010   

Media sprzyjające teoriom spiskowo-zamachowym dużą wagę przywiązują do wątków "telefonicznych" - np. ND dziś informuje, że (...) "21 kwietnia oraz na początku maja operator ERA odnotował połączenia z telefonu osobistego należącego do funkcjonariusza Biura Ochrony Rządu Pawła Krajewskiego, który zginął w katastrofie pod Smoleńskiem. Informację tę potwierdziła przed polskimi prokuratorami jego żona Urszula.Telefon oficera BOR został użyty po katastrofie i był aktywny do 31 maja lub 1 czerwca br. (...)"
 
 
Boba Fett 
Banita
Bounty Hunter


Pomógł: 3 razy
Dołączył: 18 Lut 2007
Posty: 1050
Skąd: Kamino
Wysłany: Sro 03 Lis, 2010   

E tam, to jet lepsze:
Cytat:
Akcja "Wprost" i rosyjskich portali: szalony generał zniszczył polski samolot rządowy
"Wprost" szatkuje zeznania pod swoje oszołomskie tezy


Spreparowany przez tygodnik "Wprost" materiał na temat okoliczności katastrofy smoleńskiej bazujący na lekturze 57 tomów akt śledztwa, w których posiadanie weszli dziennikarze, wygląda na pisany pod z góry założoną tezę. Autorzy publikacji, wpisując się w obowiązujący trend, w sposób nieuprawniony lansują tezy o odpowiedzialności pilotów, prezydenta RP i dowódcy Sił Powietrznych za katastrofę, przy okazji tylko wspominając o roli strony rosyjskiej. Tak zaprezentowany obraz okoliczności zdarzeń z 10 kwietnia rozmija się jednak z tym, co naprawdę wiedzą prokuratorzy.

Najfajniejsze jest to, że jak Kali szatkować informacje i pisać pod swoje tezy, to dobrze, jak robić to inna - źle.
Hipokryzja do sześcianu.
ND napisał/a:
W publikacji "Wprost" dominują sugestie i domysły.

Ta, a w publikacjach ND, GP, RM, TV Trwam i wystąpieniach Macierewicza to tylko i wyłącznie twarde dowody i porażające fakty.
ND napisał/a:
Tymczasem przy organizacji lotu 30-minutowe przesunięcie godziny wylotu w formalnych dokumentach lotu nie jest jeszcze nawet uznawane za spóźnienie.

A tutaj już główny spec ND od Smoleńska popłynął - czym innym jest przesunięcie godziny wylotu w dokumentach (a takie coś również miało miejsce, i to chyba nawet dwa razy), a czym innym - spóźnienie. No ale "lud głupi wszystko kupi", cytując klasyka.
O, szef zespołu też się wypowiada:
ND napisał/a:
W ocenie posła Antoniego Macierewicza (PiS), szefa parlamentarnego zespołu ds. katastrofy smoleńskiej, ujawniona informacja o telefonie posła Deptuły kwestionuje dotychczas przekazywany przebieg wydarzeń. - Wydaje się, że ten zapis telefoniczny pokazuje nam wydarzenia, które się działy w powietrzu, a więc tu mamy opis katastrofy. Te dźwięki mówią o rozpadającym się samolocie w powietrzu, a nie na ziemi - zaznaczył Macierewicz.

Łał, jestem pod wrażeniem. Ciekawe tylko przy badaniu ilu katastrof lotniczych uczestniczył Pan Macierewicz oraz jakie ma doświadczenie i - przede wszystkim - wykształcenie w tym kierunku?
Ciekawe, jak Pan Macierewicz na to wpadł, skoro nigdy tego zapisu nie odsłuchał? Prawdopodobnie również nie odsłucha, bo żona posła powiedziała, że po odsłuchaniu "odruchowo ją skasowała".
Ale mimo wszystko gratuluję tak przenikliwego umysłu i kolosalnego doświadczenia, które, na podstawie artykułów z Faktu i SE, pozwalają ocenić kiedy samolot się rozpadł. Szacunek.

Żenada.

Jeszcze jedno jest fajne - wszystkie zarzuty (no, znakomita większość), które autor ND stawia artykułowi we Wprost dotyczą... przebiegu śledztwa i wydarzeń PO katastrofie, a nie przed czy w czasie lotu. Nie bardzo wiem, jaki wpływ mogą one mieć na zaistnienie katastrofy (na przykład żądanie niektórych rodzin zaprotokołowania niezadowolenia z pracy p. Klicha).

PS. Jakie wnioski można wyciągnąć z zeznań p. Deptuły pokazuje http://wirtualnapolonia.c...wonil-do-zony/. Okazuje się, że p. Macierewicz na tej podstawie ustala, że to w powietrzu, a autorzy tej fascynującej strony - że p. Deptuła przeżył upadek i dzwonił PO katastrofie. Rewelacja.
_________________
What if he doesn't survive? He's worth a lot to me.
 
 
Stevie 
Admin Site
Polak, federat



Pomógł: 23 razy
Wiek: 52
Dołączył: 19 Cze 2004
Posty: 14723
Skąd: Mirosławiec/Szczecin
Wysłany: Sro 03 Lis, 2010   Do kabiny pilotów w tupolewach często są zapraszani pasażero

Cytat:

Do kabiny pilotów w tupolewach często są zapraszani pasażerowie


O tym, że gen. Błasik "lubił brać sprawy w swoje ręce", ale nie miał uprawnień, by pilotować tupolewy, czy ktokolwiek wywierał presję na załogę prezydenckiego samolotu, i dlaczego polscy oficerowie dyżurni monitorujący lot tupolewa, jeszcze kilkanaście minut po katastrofie szukali lotniska zapasowego dla prezydenckiej delegacji, z płk. Piotrem Łukaszewiczem, byłym pilotem i publicystą, rozmawia Andrzej Grzegrzółka.



"Rozkazujący", "apodyktyczny", z trudnym charakterem - m.in. tak opisywany jest w ujawnionych przez "Wprost" zeznaniach gen. Andrzej Błasik. Niektórzy świadkowie powiedzieli prokuratorom, że lubił brać sprawy w swoje ręce. Wdowa po jednym z pilotów stwierdziła z kolei, że jej mąż skarżył się na wspólne loty z generałem. To zupełnie nie koresponduje z tym, co o dowódcy Sił Powietrznych RP mówią mi osoby, które go znały.

Musimy odnieść się ze zrozumieniem do faktu, że osoby, a zwłaszcza członkowie rodzin ofiar tragedii z 10 kwietnia, prezentują opinie dotyczące katastrofy, w tym także na temat udziału w niej gen. Błasika, które są nacechowane silnymi osobistymi emocjami. To można zrozumieć. Jednak twierdzenia, że dowódca SP był w osobistym konflikcie z jednym czy drugim członkiem załogi tupolewa to bardziej tezy wyartykułowane przez autorów publikacji niż opinie kolegów z pułku czy bliskich poległej załogi. To nie miało żadnego związku z tragicznym zakończeniem lotu.

A to, że gen. Błasik często siadał za sterami podczas lotu, gdy nie był członkiem załogi? Jak można interpretować te zeznania?

Rozmawiamy o dwóch sprawach. Pytanie, na które prokuratura cały czas nie ogłosiła odpowiedzi, to czy gen. Błasik siedział za sterami tupolewa? Sądzę, że badania DNA śladów pozostawionych na fotelach w kabinie pilotów jednoznacznie rozwieją te wątpliwości. Według mojej wiedzy gen. Błasik nie miał uprawnień do pilotowania Tu-154 i niemożliwe, aby się na taki krok zdecydował.

A pozostałe przypadki przejmowania sterów wymienione w zeznaniach?

Dowódca SP realizował indywidualne szkolenie lotnicze na samolotach Jak-40. Był czynnym pilotem i w przytoczonych w zeznaniach przypadkach korzystał z przywileju dowódczego, iż mając możliwość wykonywania lotów operacyjnych w składzie załogi lub szkolnych z instruktorem, sam mógł zdecydować, że to on wykona dany lot. W takich momentach można zrozumieć rozgoryczenie pilota, który tuż przed wejściem na pokład dowiaduje się, że nie będzie pilotował maszyny. Ta praktyka jest stosowana przez pilotów czynnie wykonujących loty, a jednocześnie przełożonych z wyższych szczebli.

To chyba, przyzna Pan, dość kontrowersyjna praktyka. Nie sądzę, aby miała dobry wpływ na relacje wewnątrz pułku.

Uważam, że do właściwego przygotowania potrzebny jest udział całej załogi w procesie przygotowania do lotu szkolnego. Podkreślam: całej załogi! W lotnictwie zadanie w powietrzu wykonuje załoga, a nie stopnie wojskowe czy pełnione funkcje. W locie na jednomiejscowym samolocie cała odpowiedzialność leży w rękach pilota. W załodze wieloosobowej jej dowódca musi myśleć o wszystkich, a skutki jego decyzji dotykają nie tylko jego samego. Każda "dowódcza" ingerencja w realizację procesu szkolenia w jednostce, jakkolwiek usprawiedliwiona przepisami, zawsze wprowadzała zamieszanie i nie zawsze pochlebne komentarze. Zwłaszcza w sytuacjach, gdy "nieoczekiwany gość w załodze" nie miał dość czasu, aby przygotować się do planowanego lotu.

Były pilot 36. specpułku zeznał, że były dowódca tej elitarnej jednostki płk Tomasz Pietrzak często pozwalał, aby do kabiny pilotów wchodzili w różnej fazie lotu pasażerowie. Jak powszechne były wizyty w kokpicie Tu-154 osób postronnych podczas lotu?


Nie wiem, jaka była praktyka na pokładzie Tu-154. Zwracam jednak uwagę, że czym innym jest zapraszanie gości do kabiny w trakcie ustabilizowanego lotu na pułapie przelotowym, gdy mamy dwie, trzy godziny do lądowania i kiedy samolot wykonuje lot w ustabilizowanych warunkach. Niedopuszczalne jednak powinno być wpuszczania kogokolwiek spoza załogi do kabiny w trakcie podchodzenia do lądowania czy innych skomplikowanych manewrów. Zgodnie z przepisami nikt spoza członków załogi nie powinien być wpuszczany do kabiny pilotów. Jednak w samolotach wojskowych kurtuazyjne zaproszenie do kabiny ważnych gości, przełożonych, generalicji zdarzało się często.

Pana zdaniem w takich kurtuazyjnych wizytach nie ma nic złego?

Nie, nie sądzę. Podkreślam jednak, że mówimy o locie w ustabilizowanych, dobrych warunkach, kiedy nie dzieje się nic złego. Gdy jednak sytuacja nagle komplikuje się, jak miało to miejsce w locie do Smoleńska, gdy załoga dostała informację o warunkach atmosferycznych na lotnisku lądowania, wówczas powinna nastąpić pełna mobilizacja, a osoby postronne, jeżeli takie były w kabinie załogi, powinny zostać poproszone o zajęcie swoich miejsc. W tej konkretnej sytuacji czyjakolwiek obecność w kabinie załogi była wyłącznie czynnikiem utrudniającym jej pracę i negatywnie wpływającym na podejmowane decyzje. Była to dodatkowa presja wywierana na załogę, która była już wystarczająco obciążona panującymi warunkami lotu i świadomością konsekwencji lądowania na lotnisku innym niż Smoleńsk.

Według zeznań Lesława P., byłego pilota 36. specpułku, załogom zdarzały się lądowania w warunkach znacznie poniżej minimalnej widoczności. "Pierwszym pilotem był płk Pietrzak. Lądowanie odbyło się poniżej minimum, tzw. widzialność pionowa była niższa niż 60 metrów. " Podczas jednego z lądowań nawigator, podając wysokość samolotu, w pewnym momencie przerwał podawanie, bo wstał z fotela, by zobaczyć ziemię" - zeznał P. Jak często zdarza się, że piloci specpułku lądują poniżej warunków minimalnych?

Jeżeli ktokolwiek z pułku czy innych jednostek lotniczych posiada informacje o nieprzestrzeganiu przepisów lotniczych, powinien niezwłocznie powiadomić odpowiednie instytucje.

W dniu katastrofy stację meteorologiczną obsługiwał zaledwie jeden pracownik, zamiast - zgodnie z wymogami - trzech. Naczelnik stacji zeznał, że brakowało kierowcy obserwatora i technika meteorologa. Jaki wpływ na katastrofę mógł mieć uszczuplony skład stacji?

Jeżeli procedury przewidują trzy osoby, to powinny być trzy. Ich brak mógł mieć wpływ na jakość przygotowanych komunikatów meteorologicznych. Być może doświadczony technik meteorolog byłby w stanie podpowiedzieć, że "tutaj często mgła wychodzi, niech poczekają pół godziny, to się rozejdzie i będą mogli lądować".

Sporo kontrowersji wzbudza rozmowa polskich oficerów dyżurnych monitorujących lot tupolewa, którzy kilkanaście minut po katastrofie szukali lotniska zapasowego dla prezydenckiej delegacji.

W mojej ocenie znaczenie rozmowy oficerów jest niewielkie. Załoga przed startem miała w planie zgłoszone dwa lotniska zapasowe - Witebsk i Mińsk. Z punktu widzenia bezpieczeństwa lotu, w przypadku złych warunków pogodowych - takich jak 10 kwietnia - załoga miała inne lotniska, na których mogła wylądować.

Szkolenia na symulatorach Tu-154M zostały wstrzymane w 2006 r. Na to również zwracają uwagę przesłuchani świadkowie, którzy zeznali, że Arkadiusz Protasiuk, a także inni piloci byli gorzej przygotowani do pilotowania tupolewów. Jak bardzo istotne są szkolenia na symulatorach do pełnego wyszkolenia pilotów?

Podtrzymuję swoje wcześniej wyrażone stanowisko, że szkolenie na symulatorach, a właściwie kabinach treningowych samolotów Tu-154, na których polscy piloci nie latali, miało niewielkie znaczenie. Istotną wartością tych szkoleń, co było wspomniane w artykule, był dostęp do praktycznej wiedzy o występujących na tym samolocie sytuacjach szczególnych i sposobach reagowania załogi. Z tego względu powinny być one prowadzone bez przerwy.

Rozmawiał: Andrzej Grzegrzółka
_________________
Administratorzy i Moderatorzy nie ponoszą odpowiedzialności za opinie wyrażane przez użytkowników NFoW.

Jest broń straszniejsza niż oszczerstwo: to prawda


Nie gniewaj się na mnie Polsko
 
 
Stevie 
Admin Site
Polak, federat



Pomógł: 23 razy
Wiek: 52
Dołączył: 19 Cze 2004
Posty: 14723
Skąd: Mirosławiec/Szczecin
Wysłany: Sro 03 Lis, 2010   Telefony ze Smoleńska jednak dzwoniły

Cytat:

Telefony ze Smoleńska jednak dzwoniły


21 kwietnia oraz na początku maja operator ERA odnotował połączenia z telefonu osobistego należącego do funkcjonariusza Biura Ochrony Rządu Pawła Krajewskiego, który zginął w katastrofie pod Smoleńskiem. Informację tę potwierdziła przed polskimi prokuratorami jego żona Urszula.

Telefon oficera BOR został użyty po katastrofie i był aktywny do 31 maja lub 1 czerwca br. Paweł Krajewski nie dzwonił do swojej żony w trakcie lotu, nie wysyłał też żadnych SMS-ów. Kiedy pani Urszula próbowała skontaktować się z nim już po katastrofie, telefon był wyłączony. Oficer zawsze skrupulatnie pilnował, żeby wyłączać aparat po wejściu na pokład samolotu.

Urszula Krajewska telefonu do tej pory nie odzyskała. Był to aparat prywatny. Śledczych najbardziej frapuje fakt, że ten sam telefon został dwukrotnie użyty już po katastrofie. Wskazują na to billingi. Telefon był aktywny nawet do 1 czerwca br., a został przez kogoś użyty 21 kwietnia oraz w pierwszej dekadzie maja.

Wstrząsające są także zeznania Joanny Krasowskiej-Deptuły, żony tragicznie zmarłego w katastrofie smoleńskiej posła PSL Leszka Deptuły. Jak relacjonował tygodnik "Wprost", 10 kwietnia między godziną 9.00 a 9.30 na poczcie głosowej jej telefonu zostało zarejestrowane nagranie głosu parlamentarzysty, który miał krzyczeć: "Asia, Asia!". Z zeznań kobiety wynika, że w tle słychać było trzaski, ludzkie głosy.
Naczelna Prokuratura Wojskowa nie odpowiedziała wczoraj na nasze pytanie, czy zaprzecza, że takie zeznania w jej aktach figurują.

Rodziny ofiar relacjonowały prokuratorom, że nie wróciły do nich wartościowe rzeczy osobiste ich bliskich, którzy zginęli w Smoleńsku. Chodzi m.in. o złotą biżuterię: pierścionki, obrączki, bransolety, zegarki, a także o telefony komórkowe, aparaty fotograficzne, karty bankomatowe. Jedna z rodzin skarżyła się, że otrzymała zdrapaną kartę służącą do płatności internetowych.

Na pokładzie rządowego samolotu wbrew temu, co publicznie deklarowali przedstawiciele rządu i prokuratury, znajdowały się ważne z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa nośniki informacji. Do Polski nie wrócił m.in. stanowiący własność Sztabu Generalnego WP terminal BlackBerry, jaki miał przy sobie szef Sztabu Generalnego gen. Franciszek Gągor, oraz taki sam terminal gen. Andrzeja Błasika, dowódcy Sił Powietrznych RP. MON zwróciło się z oficjalnym zapytaniem do prokuratury, czy dysponuje wiedzą na temat losów tych urządzeń.

Na temat tego, co się stało z dwoma terminalami, prokuratura się nie wypowiada. Warto przy tym dodać, że jeszcze w czerwcu Jacek Cichocki, sekretarz Kolegium ds. Służb Specjalnych przy Radzie Ministrów, odpowiadając na pytania posłów po informacji premiera na temat działań rządu po katastrofie, zapewniał w Sejmie, iż wszystkie telefony komórkowe zostały zabezpieczone jako dowody w śledztwie.
Z informacji prokuratury wynika, że w chwili katastrofy 19 telefonów komórkowych było aktywnych. - To jest materiał dowodowy, który podlega ocenie. Pierwszeństwo zapoznania się z nim powinny mieć rodziny - komentuje kpt. Marcin Maksjan. Ekspertyza ABW dotycząca tej kwestii znajduje się obecnie w dyspozycji prokuratorów prowadzących śledztwo. Trwa jej analiza, która będzie potem udostępniona osobom pokrzywdzonym. A w dalszej konsekwencji, jeśli prokuratorzy uznają to za konieczne, zostanie ujawniona opinii publicznej - informuje prokuratura.

Anna Ambroziak
_________________
Administratorzy i Moderatorzy nie ponoszą odpowiedzialności za opinie wyrażane przez użytkowników NFoW.

Jest broń straszniejsza niż oszczerstwo: to prawda


Nie gniewaj się na mnie Polsko
 
 
maxikasek 
8


Pomógł: 3 razy
Dołączył: 27 Maj 2007
Posty: 3572
Skąd: Szczecin
Wysłany: Sro 03 Lis, 2010   

Boba Fett napisał/a:
Prawdopodobnie również nie odsłucha, bo żona posła powiedziała, że po odsłuchaniu "odruchowo ją skasowała".

To akurat chyba nie problem. Skoro operatorzy mają obowiązek "przechowywania" danych transmisyjnych przez dwa lata (treści sms-ów chyba już nie), więc myślę że można odzyskać skasowaną pocztę głosową. Jakiś ślad na dysku chyba został.
PS
Mnie tylko interesuje, skoro jak zeznał widoczność "w linii prostej" była 30 m. W górę jeszcze mniej (korony we mgle)-przez jaki okres czasu obserwował samolot i ile zdążył zarejestrować (trzymając się koła), a ile dodał sobie po zdarzeniu?
 
 
Arrakis 
Guru


Pomógł: 37 razy
Dołączył: 08 Gru 2006
Posty: 11662
Skąd: Lepiej nie wiedzieć
Wysłany: Sro 03 Lis, 2010   

puchatek napisał/a:
A leciałeś samolotem z przedstawicielami establishmentu? I dasz sobie głowe odciąć za ich przestrzeganie zasad i norm? To po co drążysz ten wątek?


Żeby go rozmydlić. Najpierw jakieś tezy z sufitu, a potem mydlimy....

Cytat:

Mnie tylko interesuje, skoro jak zeznał widoczność "w linii prostej" była 30 m. W górę jeszcze mniej (korony we mgle)-przez jaki okres czasu obserwował samolot i ile zdążył zarejestrować (trzymając się koła), a ile dodał sobie po zdarzeniu?

Jeśli ktoś podaje "na oko" odległość lub czas, to nigdy nie ma pewności na ile są to dokładne informacje (było 30, czy może 300 m). Jeśli jednak stwierdza, że nie widział koron drzew, to jest to już moim zdaniem dużo bardziej wiarygodna informacja.

Arrakis
 
 
maxikasek 
8


Pomógł: 3 razy
Dołączył: 27 Maj 2007
Posty: 3572
Skąd: Szczecin
Wysłany: Sro 03 Lis, 2010   

Z tymi 300 to lekka przesada, ale oczywiście mogło to być 50 czy nawet 100m (mało kto ma dalmierz w oku). Nie zmienia to faktu, że przy prędkości poziomej samolotu jakieś 80m/s czasu na obserwacje było niewiele. :gent:
_________________
Jestem z pokolenia H5N1.
 
 
matrix33 
4


Wiek: 48
Dołączył: 05 Lis 2006
Posty: 190
Wysłany: Sro 03 Lis, 2010   

http://www.tvn24.pl/-1,16...,wiadomosc.html

Cytat:
Odsłuchanie nagrań z kokpitu TU 154 M 101 opóźnia się. Prokuratura ma bowiem trudności z ustaleniem jaką częstotliwość ma prąd w Moskwie. Okazuje się, że tak błahy problem jest niezwykle ważny dla śledztwa w sprawie tragedii pod Smoleńskiem.
Ani polska prokuratura, ani Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego nie mają oryginalnej taśmy z rejestratora rozmów w kabinie TU 154. Posługują się cyfrową kopią, zapisaną m.in. na płytach CD. Po katastrofie taką kopię zrobiono w Moskwie w obecności generała Krzysztofa Parulskiego, Naczelnego Prokuratora Wojskowego. Ale okazuje się, że jest to kopia niedoskonała. W trakcie jej tworzenia powstało zupełnie nowe zakłócenie – buczenie. Skąd się wzięło? Przez rosyjski prąd.

Rejestrator głosu, który był zainstalowany na pokładzie TU 154, technologicznie jest klasycznym magnetofonem taśmowym. Trzeba pamiętać, że zniekształcenia i zakłócenia dźwięku, pojawiają się nie tylko podczas zapisu, ale także podczas procesu odczytu. Jednym z często spotykanych zakłóceń bywa tak zwane tętnienie pochodzące z sieci energetycznej
Tomasz Tuchołka, wiceprezes firmy ATM Avionika, która skonstruowała i badała polską czarną skrzynkę
Problematyczne tętnienie

- Rejestrator głosu, który był zainstalowany na pokładzie TU 154, technologicznie jest klasycznym magnetofonem taśmowym. Trzeba pamiętać, że zniekształcenia i zakłócenia dźwięku, pojawiają się nie tylko podczas zapisu, ale także podczas procesu odczytu. Jednym z często spotykanych zakłóceń bywa tak zwane tętnienie pochodzące z sieci energetycznej – tłumaczy Tomasz Tuchołka, wiceprezes firmy ATM Avionika, która skonstruowała i badała polską czarną skrzynkę.

Poznać częstotliwość

Teraz Instytut Ekspertyz Sądowych w Krakowie stara się usunąć to buczenie. Ale by to zrobić, musi precyzyjnie poznać częstotliwość prądu w Moskwie w dniu, w którym kopiowano nagranie z czarnej skrzynki. - Znając dokładną częstotliwość
Minister odsłuchał, prokuratura sprawdza czy nie złamał prawa
Prokuratura Okręgowa w Krakowie wszczęła postępowanie sprawdzające ws.... czytaj więcej »
prądu można usunąć zakłócenia, które wywołuje – mówi Tuchołka.

Eksperci zwracają uwagę, że może być jeszcze inny powód, dla którego polscy biegli chcą poznać częstotliwość prądu. Dzięki temu można sprawdzić czy nagranie rzeczywiście skopiowano w Moskwie i czy w nie ingerowano.

Szósty wniosek

Jak czytać czarne skrzynki
Czy po ujawnieniu stenogramu rozmów w kokpicie polskiego Tu-154 możemy... czytaj więcej »
Okazuje się jednak, że ustalenie jaką częstotliwość miał moskiewski prąd nie jest takie proste. Prokuratorzy poprosili o pomoc Jerzego Bahra, ambasadora Polski w Moskiwie. Odmówił. „(...) Uprzejmie informuję, że zgodnie z obowiązującymi procedurami wymaga to (ustalenie częstotliwości prądu w Moskwie-red.) wystosowania przez ambasadę noty dyplomatycznej do MSZFR. Wobec powyższego, w wyżej wymienionym kontekście sugeruję o skorzystanie z przepisów umów dwustronnych polsko - rosyjskich dotyczących współpracy i pomocy” – napisał 19 sierpnia Bahr.

Badają wątek

Oskarżyciele nie mieli wyjścia. W szóstym wniosku o pomoc prawną skierowanym do rosyjskiej prokuratury poprosili o ustalenie tej częstotliwości. Tę informację potwierdziła nam prokuratura.

Badamy ten wątek. We wniosku o pomoc prawną do Rosjan zwróciliśmy się o wykonanie stosownych czynności procesowych. Jest to ważne z punktu widzenia biegłych opracowujących opinię fonoskopijną
płk Zbigniew Rzepa, rzecznik Naczelnej Prokuratury Wojskowej
- Badamy ten wątek. We wniosku o pomoc prawną do Rosjan zwróciliśmy się o wykonanie stosownych czynności procesowych. Jest to ważne z punktu widzenia biegłych opracowujących opinię fonoskopijną – powiedział tvn24.pl płk Zbigniew Rzepa, rzecznik Naczelnej Prokuratury Wojskowej.

Odpowiedzi do tej pory oskarżyciele nie otrzymali.

Obecnie kopia czarnej skrzynki znajduje się w krakowskim Instytucie Ekspertyz Sądowych.

Mariusz Hulaj, Łos//mat


A może mi ktoś wytłumaczyć co to? O ile pamiętam nagrania ze skrzynek były wożone do Polski dwa razy. I znów coś źle?
 
 
FRIDOL 
1


Dołączył: 29 Kwi 2008
Posty: 15
Skąd: południe
Wysłany: Sro 03 Lis, 2010   

Na temat "ile czasu zajmuje włączenie telefonu komórkowego na pokładzie samolotu" chyba już nie trzeba rozmawiać:

Cytat z rmf24.pl

Cytat:
Poseł PSL Leszek Deptuła nie dzwonił do żony z pokładu Tu-154 w momencie katastrofy - dowiedzieli się dziennikarze śledczy RMF FM. Media cytują zeznania żony posła PSL, który zginął w Smoleńsku. Miała ona zeznać, że mąż nagrał sie na skrzynkę pocztową jej telefonu w momencie katastrofy. Jak jednak ustalili nasi dziennikarze, takiego telefonu nie było. Jest za to inne nagranie.

Prokuratura przeanalizowała billingi obydwu telefonów i stąd wiadomo, że fizycznie takiego połączenia nie było. Prokurator Zbigniew Rzepa potwierdził tę informację. Wiadomość w telefonie pani Deptuły pochodzi od osoby, która dzwoniła z terytorium Polski - powiedział.

Więcej szczegółów prokurator Rzepa nie chciał ujawnić. Dziennikarze RMF FM ustalili natomiast, że nagranie, o któym mówił pochodzi od jednego ze znajomych posła Leszka Deptuły z południa Polski. Mężczyzna dzwonił do jego żony, ale nie w momencie tragedii, tylko grubo ponad godzinę później.

Rzeczywiście się nagrał. Pytałem nieoficjalnie, co mogą w takim razie oznaczać zeznania żony posła, która rzeczywiście powiedziała prokuratorom, że odsłuchała wiadomość od swojego męża. To pozostaje jeszcze do wyjaśnienia. Jednak dowody, czyli billingi nie wskazują na taką sytuację - usłyszał nieoficjalnie dziennikarz RMF FM. - To delikatna sprawa - mówili rozmówcy. W momencie tragedii ludzie byli w szoku i mogli mylić fakty.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Patronat prawny Forum
EGIDA - Kancelaria Radcy Prawnego Robert KŁOSIŃSKI